Forum www.amarylis.fora.pl Strona Główna
Home - FAQ - Szukaj - Użytkownicy - Grupy - Galerie - Rejestracja - Profil - Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości - Zaloguj
Schibbi - Wcale nie obojnacza instrukcja łamania miotły

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.amarylis.fora.pl Strona Główna -> SHIBBI
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Christine
Administrator



Dołączył: 24 Sty 2009
Posty: 544
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 13:46, 03 Sie 2010    Temat postu: Schibbi - Wcale nie obojnacza instrukcja łamania miotły

Wcale nie obojnacza instrukcja łamania miotły, czyli ...

Lubię jak przychodzą, z nimi zawsze wchodzi spokój i usprawiedliwienie wszystkich błędów tego świata. Poznałam ich przez faceta, z którym mam dzieci, ale po rozwodzie zostali moimi przyjaciółmi. Marcin, nawet jak sam przychodzi to witam go: O! Marcin z Celinką – oni są dla mnie tak, jak Kain i Abel, czy Jaś i Małgosia. Nie da się ich rozdzielić. Znamy się od, od tak dawna, że nie pamiętam odkąd, chyba od zawsze. Traktuję ich jak domowników i wiem, że oni też się u mnie czują, jak we własny domu. Dobrze, że przyszli, bo miałam się przed kim wyżalić. Miał mnie kto wysłuchać i załagodzić mój wewnętrzny konflikt z Jędrkiem, z jego repetowaniem, z moim wstydem i z całym tym szkolnym bajzlem i biurowym stresem. Celinka się trochę dziwiła:
- taki zdolny chłopiec i ma problemy w szkole?
- Ha, ha ... , nie w szkole, tylko z chodzeniem do szkoły – poprawiam – jak by gówniarz chodził do szkoły, jak Bóg przykazał, to problem zmalałby do poprawki, a nie do repetowania – nie zostawiam suchej nitki na Jędrku,
- jak by nie miał problemów z nauką, to prawdopodobnie nie chodziłby na wagary – broni mojego syna Marcin - i nie mów do niego „gówniarz”, bo zaostrzasz jego agresję,
- ciekawe, kto moją złagodzi? Nie mówię już o wstydzie, nawet tym przed koleżankami w pracy. O Jezu! jeszcze trzeba moją mamę przeżyć i całą rodzinę. Zwariuję, połamię tego smarkacza i wsadzę go do pudełka od zapałek.
- uczonych samych macie w rodzinie, że tak komediujesz? – zwala mnie z nóg komentarzem Marcin.
Idziemy kawałek w milczeniu. Oni są ode mnie trochę starsi, a na temat ich bezdzietności nie rozmawialiśmy nigdy. Są i już.
Wreszcie czy trzeba mieć dzieci, żeby być dobrym małżeństwem? - myślę w duchu, choć wszystko mi się z nerwów plącze.
- Wiesz – przerywa ciszę Marcin – wiesz, ja też repetowałem w liceum. Powtarzałem dziesiątą klasę i jak widać wyrosłem, no, powiedzmy na człowieka, to żadna tragedia,
- to nie jest tragedia – staram się modulować głos na spokojny , bo do tej pory prawie krzyczałam - jak się człowiekowi noga powinie, jak się belfer uprze i wymądrza, że na tróję tylko on umie, a cała reszta na dwa – znowu mnie ponosi, czuję, dygotanie rąk – ale, jak gówniarz chodził na wagary dwa miesiące i wszystkich oszukiwał, jak z nut, to tragedia,
- daj chłopakowi spokój, nie czepiaj się go – uspokaja mnie – przejdzie mu, wyrośnie z tego, będą jeszcze z niego ludzie,
- co też daj Panie Boże amen – kończę temat, bo jeszcze bardziej mnie denerwuje to, że broni Jędrka.
Ponarzekałam jeszcze trochę na stosunki w pracy, co też załagodzili. Celinka rozgrzeszała kierowników, Marcin dyrektorów (sam siedzi na takim stołku!), że czasy są nie najlepsze, że pion kierowniczy zmuszany jest do podjęcia jednoznacznych działań, które nie sprzyjają dobrej atmosferze i nie ma się czemu dziwić, że też będzie w takiej sytuacji i już dzisiaj nie wie jak się będzie musiał zachować, żeby kogoś nie skrzywdzić, bo bardzo by nie chciał.
Może i racja?

**************
Dzisiaj, telefonicznie mnie przepraszał, że nie ma czasu na odwiedziny, ale obiecuje, że wpadną z Celinką pooglądać zdjęcia z Mediolanu, no i ciekawi są co słychać u Beatki? Czy jestem zadowolona z pobytu i w ogóle pytał o wszystko, łącznie ze naszym zdrowiem - prawie, jak ten od pierwszego kontaktu.
U nich w pracy też bryndza. Kontroli nie mają, ale zwolnienia wiszą na włosku.
Biedny – przejęty jest tak, że wreszcie nawet trochę zdenerwowany. Oj, Marcin, Marcin nie histeryzuj, u nas w biurze, słowo „zwolnienie” jest już tak wyświechtane, że mało kto na nie reaguje – myślę, ale współczuję mu głośno:
- A nie masz kogo puścić na zasiłek przedemerytalny, czy jakieś inne świadczenia przed . . . ?– pytam, myśląc, że znalazłam złoty środek,
- mam kilka osób, ale to za mało, mam zwolnić prawie dwudziestu pracowników i jestem w kropce. Po pierwsze nie wiem kogo, po drugie, jak bym nawet podjął taką decyzję, to kto będzie pracował? Przecież ja potrzebuję ludzi do pracy, a nie do zwolnienia? Co za czasy, co za czasy – całkiem zmartwiony narzeka,
- ale jak to musisz? Co to znaczy? Kto ci każe zwalniać? – zasypuję go pytaniami,
- rynek kochana, rynek! Koszty! To one rządzą nami dzisiaj, nie ma odwrotu.
Nie zagłębiam się w jego rynek – bierze dobrą pensję, to niech się martwi. Chociaż tyle ma na głowie. Trudno. Na pewno nie siwieje z powodu braku pieniędzy na zapłacenie rachunków – jak ja.
- Kontrolą finansową się nie przejmujcie i nie róbcie sobie nadziei, że coś znajdzie. Oni też się muszą wykazać pracą, a kontrole to ich praca. Ruszyli w teren, bo pewnie drżą o stanowiska pracy i tyle – uspokaja mnie.
Pewnie ma rację, jak zwykle on.
Wypytywał jeszcze o Jędrka, jak się ma i takie różne. Powiedziałam, że Asia przychodzi dwa razy w tygodniu, żeby nie stumaniał jeszcze bardziej i żeby nie zapomniał już do końca świata, że szkoła istnieje.
Jak zwykle, bronił go, jak się tylko da, może, to taka męska solidarność?

********

Do dzisiaj nie doszli, ale dzwonił przed chwilą w sprawie głosowania.
- No, ba, pewnie, że byłam, na dodatek wiedziałam gdzie mam postawić „krzyżyk” – przechwalam się,
Zaproponował spacer. Umówiliśmy się na wieczór, bo Fisia w swoim futrze zdechnie upale, a szkoda suczki.

Przez dwie godziny spacerowania był jeden temat: Jędrek!
- Czy zorganizowałaś mu wakacyjny wypoczynek? – zagaił mnie,
- a niby po jakim zmęczeniu? – pytam – żylaków dostał od chodzenia na wagary? czy co?,
- ach, już się nie czepiaj tych wagarów, taki chłopiec musi mieć zorganizowane wakacje – ze stoickim spokojem uświadamia mnie – wiesz, jakieś żagle, czy stadnina koni? Młodzieniec w jego wieku ma taki potencjał energii, że trzeba mu pozwolić się gdzieś wyżyć,
- siedem czy osiem godzin dziennie wagarowania przez prawie dwa miesiące mógł latać biegiem po okolicznych pagórkach z plecakiem pełnym kamieni, bo i tak zeszytów, ani książek nie nosił, a nie siedzieć Bóg wie gdzie, wyżyłby się za wszystkie czasy – kwituję jego obronną mowę – a nawet, jak bym chciała go gdzieś wyekspediować, to za co? nie mam forsy, a takie wakacje nie są za friko!
- ale zakłady pracy dopłacają do wakacji dla dzieci – włącza się Celinka – a twoje dochody na pewno nie przekraczają ustalonego limitu, trzeba by z tej możliwości skorzystać i zmienić Jędrusiowi klimat (Jędrusiowi mówi tylko ona),
- myślę, że już sobie zmienił, a jak nie to jego sprawa, po drugie urządził sobie najdłuższe wakacje w życiu – mówię cała zła – nie jestem jędzą, ale wakacje to też nagroda za dziesięciomiesięczny trud nauki, a jemu niby za co?
- jesteś jędzą – mówi Marcin – czy ty wiesz, jak on się czuje? Może nie rozmawiałaś z nim na ten temat, ale on na pewno jest jeszcze bardziej zestresowany niżby przeszedł i właśnie jemu należy się zmiana otoczenia, pomijając klimat. To świetny chłopak, ty go niedoceniasz, widzisz w nim tylko wagarowicza,
- nie wagarowicza – syna, syna, moje dziecko przede wszystkim. Mógł mi powiedzieć prawdę, a nie kręcić tak, że nie miałam odwagi iść do szkoły. Ty nie masz o tym pojęcia, o! przepraszam! Ale nie masz,
- to, że nie mam syna, nie świadczy o tym, że nie mam pojęcia! Nie urodziłem się stary, zresztą to twoje słowa - śmieje się kokieteryjnie – ja tylko staram się wejść w jego skórę, też byłem w takiej sytuacji i wiem, że człowiek się wtedy dusi. Na zewnątrz, taki młodzian chojrakuje, ale co wewnątrz się z nim dzieje, to ja wiem. Mój ojciec miesiąc się do mnie nie odzywał, jak zarepetowałem, a ja marzyłem, żeby mi dał nawet w gębę tylko, żeby przestał milczeć. A on milczał i tym mnie dobijał jeszcze bardziej.
Było już ciemno jak rozstaliśmy się. Dobrze mi ta rozmowa zrobiła, skąd mam wiedzieć co czuje młody chłopak jak zakibluje? Ja, czułabym wstyd! – ale nie repetowałam i nie wiem – a, to widać nieprawda.
Marcin znowu miał rację.
Szkoda, że nie mają dzieci, byłby z niego dobry ojciec. Szkoda. A może tak filozofuje i jest taki denerwująco rozsądny i roztropny i spokojny, bo nikt go nie wkurza dwójami i wagarami i nie dostaję gęsiej skóry, każdego pierwszego września i przez dziesięć miesięcy po kilka razy codziennie nie musi mówić ”Jędrek ucz się”.
Jak taki troskliwy, to pożyczę mu Jędrka na rok – zobaczymy czy cały w pryszczach nie zwróci go po tygodniu.
Cwaniak!


Cdn.


Ostatnio zmieniony przez Shibbi dnia Nie Lis 04, 2007 6:08 pm, w całości zmieniany 1 raz
_________________
... nie zapomniałam nie e e e e e
to wszystko we mnie jest,
jak ochota na grzech,
na smutek i śmiech ....
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość



PostWysłany: Sob Lis 03, 2007 10:11 pm Odpowiedz z cytatem
Christine
administrator
Dołączył: 13 Wrz 2005
Posty: 2507
Skąd: Gdańsk







No to czekam, shibbi, na cd, jak na pudełko pysznych czekoladek.
Wygładziłaś wszystko pięknie, wiem jaka to mozolna praca, jak tego nie lubisz - jest super.
Tylko jedna wyłapałam, może do poprawki, może nie, jeśli taki był twój zamiar:
– znowu mnie ponosi, czuję, dygotanie rąk – ale, jak gówniarz chodził na wagary dwa miesiące i wszystkich kłamał, jak z nut, to tragedia,
Wydaje mi się, że powinno być: wszystkich oszukiwał.

_________________
Krystyna Bogusławska
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora



PostWysłany: Nie Lis 04, 2007 6:08 pm Odpowiedz z cytatem
Shibbi
Dołączył: 12 Kwi 2006
Posty: 1382
Skąd: spod Maciejowej







Smile już ... racja Exclamation

_________________
... nie zapomniałam nie e e e e e
to wszystko we mnie jest,
jak ochota na grzech,
na smutek i śmiech ....
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość



PostWysłany: Pon Lis 12, 2007 12:27 am Odpowiedz z cytatem
mewa
moderator
Dołączył: 20 Kwi 2006
Posty: 1726







Embarassed flower
Taką Cię kocham:)Smile

_________________
Mówiłaś, że byłaś najbardziej szczęśliwa, gdy tańczyłaś, mówiłaś też, że byłaś najbardziej szczęśliwa, gdy tańczyłaś ze mną, a teraz które ze zdań wybierasz? / Cohen
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość



PostWysłany: Wto Lis 13, 2007 3:43 pm Odpowiedz z cytatem
ella_hagar
Dołączył: 01 Mar 2006
Posty: 766
Skąd: Warszawa







Shibbi, ślicznotko ty jedna.
A co tak mało? Kiedy dalszy ciąg?

Rzeczywiście w tym fragmencie jesteś cała ty. To znaczy nie tyle, że być może o sobie piszesz, ale że masz swój styl w spojrzeniu na ludzi i na życie, w komentowaniu rzeczywistości i w sposobie przekazu tego czytelnikowi.
Czyta się ciebie fajnie. I się lubi twoje teksty.


Ale... bez obrazy... proszę popraw niektóre dialogi Smile
Zawsze zaczyna się je z dużej litery.
Z przecinkami nie za bardzo, żuczku. Raz za dużo i zamiast kropek – np. we fragmentach z dialogami. Czasem ich brak.
Czasem zły szyk lub te czasy czasowników... np.
"Dzisiaj, telefonicznie mnie przepraszał, że nie ma czasu na odwiedziny, ale obiecuje, że wpadną z Celinką"
W jednym zdaniu czas przeszły (przepraszał) i czas teraźniejszy (obiecuje). Powinno być „ale obiecywał”.

Ale co tam szyki i przecinki. Kto je lubi? Mruga))))


Pisz mi dużo, żuczku niebieski.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.amarylis.fora.pl Strona Główna -> SHIBBI Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB
Appalachia Theme © 2002 Droshi's Island