Forum www.amarylis.fora.pl Strona Główna
Home - FAQ - Szukaj - Użytkownicy - Grupy - Galerie - Rejestracja - Profil - Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości - Zaloguj
Schibbi - Gówniany problem

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.amarylis.fora.pl Strona Główna -> SHIBBI
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Christine
Administrator



Dołączył: 24 Sty 2009
Posty: 544
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 13:39, 03 Sie 2010    Temat postu: Schibbi - Gówniany problem

Gówniany problem


Mam wrażenie, że wlekę za sobą własne ciało i to nie z powodu spiekoty, a duchoty. Na szczęście i wbrew wszelkim prawom fizyki czy chemii w mieszkaniu panuje przyjemny, rześki chłód i po kilku minutach mam siłę przekroczyć próg kabiny, odkręcić kurek i podnieść rękę kierując na siebie strumień wody, która dzisiaj zbawia ciało, bo zagotowany duch jak nie wysublimował, to skrył się w butelce niegazowanej w lodówce.
Mojej Mamie gdy chce osiągnąć cel pogoda nie przeszkadza, a dzisiaj ma dla mnie kurs (kurs - jest dokładnie wytyczoną trasą w celu załatwienia konkretnych spraw i nie ma nic wspólnego z moją zgodą na jego realizację. Mamę nie interesuje mój stan fizyczny czy psychiczny, a broń Boże duchowy.
Rozkaz – wykonać – bez dyskusji).
Jakieś dwa lata temu spisała listę starych i nowych sąsiadek, kazała zakupić w Veritasie talię tajemnic, uprzedziła telefonicznie wszystkie kto, po co i w jakim celu, a konkurs na dostarczenie wygrałam ja.
Wykonane – trwa!
Dzisiaj chce, ... ale o tym za chwilę.


W celu wymuszenia tego co chce rozpoczęła od jazdy, jak to Jędrek mówi, czyli czepiania się wszystkiego, bo dobrze wie, że ofiara (którą przeważnie jestem ja) dla świętego spokoju zrobi wszystko, żeby tylko mieć Ją z głowy. A wygląda to mniej więcej tak:
- Chętnie to tylko z psem gonisz po parku, a tajemnic nie ma kto zmienić,
- miałaś mi znaleźć pięć pań, co to koleżanek nie masz? Przecież wszystkie katoliczki i pewni każda chętnie by się zgodziła tylko ty masz wszystko w... (nie powiem, ale w tym),
- że też ja się muszę o wszystko prosić, żadnej pomocy, żadnej a ja się tak dla was poświęcałam, a teraz mam pięknym za nadobne – narzeka ile wlezie i podgląda mnie czy już się podrywam, czy jeszcze mi trochę jazdy brakuje,
- tak, tak, „najpierw matka córkę uczy, jak córka ma prząść, a potem córka matkę, jak matka ma siąść” – to święte słowa – mruczy pod swoim nosem, ale tak, żebym słyszała.
Nie pomaga tłumaczenie, że psa nie interesuje pogoda – staje pod drzwiami, jak chce to co musi bo tak żeśmy się umówili i jak nie dotrzymam warunków to będę sprzątała, a znalezienie nowych „tajemnicznic” niech zleci którejś już zwerbowanej pani, bo ja wracam z pracy zmęczona, a one spacerują bez celu po mieście.
Pogarszam i tak już beznadziejną swoją sytuację.
- już się teraz nie dziwię, że nawet nie odwiedziłaś mnie w szpitalu, no tak! Po co odwiedzać matkę? (w zeszłym roku była trzy dni na konsultacji u Bonifratrów i na oddziale jako osiemdziesięciodziewięcioletnia pacjentka należała do najzdrowszych) tylko Hania przyniosła mi garnuszek i ściereczkę, a ty, fiuu park i pies, a mama może sobie umrzeć (Boże, niech przestanie, bo jeszcze wytrzymuję),
- a a a ksiądz Dyrektor to na pewno skreślił mnie już z listy darczyńców, na pewno, a co? Pomyślał pewnie, że na mnie nie można liczyć. Oni tam czekają na każdy grosz! A ty nie dość, że nieregularnie posyłałaś, zawsze z opóźnieniem, a te wykręty jakie miałaś cwane i podłe, zawsze ci się coś przytrafiło, żeby tylko nie posłać, już nie mówię z jaką miną brałaś to dwadzieścia złotych,! Oj, Boże, Boże czego ja się na stare lata doczekałam? (już chyba długo nie wytrzymam),
- a właściwie to ty nie masz nic do roboty i mogłabyś się włączyć w kółko i co miesiąc zmienić tajemnice, bo jesteś młoda i zdrowa i czymś się trzeba zająć, a tak czas leci, a ty nic, nic nie robisz! (już jestem trafiona, nie ma co ).
- Mamo – na litość boską, przecież kartka od tego świra to normalne ksero, każdy złapany dostaje takie życzenia i serdeczności, nie tyko dla Mamy jest dedykacja i podziękowanie – silę się na elegancję i przyzwoitość chociaż czuje, że szlag do trafienia zbliża się – po drugie ma Mama już całe pudełko tych kartek to chyba dość, jak na kolekcję kserokopii; co się Mama nagle czepia szpitala? Przecież to było w tamtym życiu, a Hanka też jest Mamy córką, to niby ja na co byłam potrzebna?, a w ogóle też jestem już stara niestety, a szczerze to o co Mamie chodzi, bo już przestaję łapać się w tych żalach?
Ale Ona tego nie słyszy, a jak słyszy to udaje, że nie słyszy, przecież wszyscy wiedzą, że jest głuchawa. Mruczy sobie pod nosem, że za długo żyje i że chciała mnie wychować ale byłam uparta, jak stado osłów i nie dało się i że człowiek nigdy nie wie co z dziecka wyrośnie i jakie to straszne, że musi się o wszystko tygodniami prosić.
Teraz ja wyłączę swój narząd słuchu i udam, że ...


**
Pod balkonem mamy grządkę – taką pięć na pięć (lokatorzy samowolnie skopali trawnik i są grządki). Kilka lat miałam tam warzywniak, była plantacja fasolki, koperku, pietruszki i innych różności. Ale nie dość, że z okien rzucali to, co powinno znaleźć się w śmietniku, to bezpańskie koty wylegiwały się w wygrzanym przez słonko koperku i nie było jak plonów zbierać. Mama zarządziła, że będą krzaczki porzeczek i agrestu.
No........... z dwojga złego – OK., zgoda.
I tu zaczęły się schody. Zakup krzaczków, rycie ziemi, patyki do podwiązania wszystko do przebrnięcia, ale padło zapotrzebowanie na gnój – taki normalny, krowi. Pewnego popołudnia, dostałam wiadro do ręki, suczkę na smyczy i nie wracać - no co tu dużo mówić – bez gówna.
Przemaszerowałam z tym wiadrem kawał świata. Krowy były na pastwiskach, ale tego czego ja szukałam nie Wróciłam bez i jazda rozpoczęła się na dobre. A żeby nie doprowadzić do rękoczynów musiałam zorganizować ten cenny nawóz. Rozpuściłam wici. Okazało się, że – da się zrealizować marzenia mojej Mamy. Po wspólnych kombinacjach niemalże alpejskich ze znajomymi szczęście i radość zawitały w naszym domu Wiadro od ciężaru straciło ucho, ale to było radosne N I C!!.
Mimo nocnej pory, Mama z miejsca rozpoczęła obróbkę.
Patyk – konieczny na gwałt patyk! Przydatny okazał się już jeden ze wsporników.
- A widzisz, nie mówiłam, że konieczne badyle do podpórki, ale człowiek o wszystko musi się tygodniami prosić – zadowolona że wywalczone patyki ma pod ręką, oczekuje na poparcie, że jednak miała rację.
W ruch poszły miski i inne pojemniki o odpowiednich gabarytach, w których proporcjonalnie do wielkości lądowały porcje krowieńca. Mama zachwycała się mlaską konsystencją, jednolitym, gładziutkim wyglądem, przemacerowanym stanem, kolorytem i zerową ilością słomy. No.... krowieniec był co tu dużo mówić – palce lizać! Dostała skrzydeł, podśpiewując „... jakieś wojsko jedzie dr o o o gą...” szemrała sama do siebie:
- no przepiękne, dawno takiego nie widziałam; ale zadbany, ho, ho widać od dobrego gospodarza ; „...a jak mu się wydam mi i i ła ...” no i dało się, wszystko się da tylko trzeba chcieć, ale człowiek o wszystko tygodniami musi się prosić -
Oczyma wyobraźni widziała nasze krzaczki agrestu, jako dorodne baobaby tudzież wiekowe platany. Biedne agresty wielkością dorównywały główkom kapusty – nie zmuszam do dania wiary – bo sama nie wierzę w to co słyszę.
Cedzenie, uprzedzone rozcieńczaniem, w celu otrzymania gnojówki przeszło moje domysły, smród postawił na baczność połowę sąsiadów, którzy wyrwani ze snu w panice sprawdzali fakt teleportacji do stajni. Mama była jednak przeszczęśliwa, a właściwie w rozkosznym transie. Ja przesiąknięta gnojem - bo kąpiel nie pomogła - zasnęłam.
Do południa, zorganizowano sąsiedzkie obserwatorium, kto żyw kontrolował graniczny ziemio – stan. Smród się niósł niemiłosiernie, ale epicentrum nie znaleziono. Rozpoczęto prześwietlanie okolicy, lecz na balkonową wytwórnię tegoż rarytasu nikt nie wpadł, ja udawałam, że nie mam z tym nic wspólnego, że zupełnie nie wiem o co chodzi i nie mam przeżadnego pojęcia jak pachnie gnój.
Dzisiaj, dzisiaj padło znowu hasło: gnój krowi! Zrobiło mi się słabo, oczy zaszły mi mgłą. Nie odezwałam się, ale jazda była:
- nic nie będzie z tych agrestów jak będziesz o nie tak dbała, jak dbasz, ziemię trzeba zasilać gnojem a coś ty myślała, że na jałowym urośnie? Biedna borówka amerykańska, taki piękny krzaczek, szlachetny szczep, a tego roku miała tylko trzy borówki, jak dostanie nawozu to na pewno zaowocuje!
- Tak Mamo, na drugi rok po nawozie naturalnym pewnie będzie miała jedenaście borówek - powiedziałam głośno, ale ......, nie wiem.
Jest szansa, że temat będzie aktualny do jesieni. Żebym tylko nie musiała szukać chłopa z pługiem do podorania sześciu krzaków agrestu, bo przestanę ręczyć za siebie.


***
Dochodzę do siebie po remoncie łazienki, moja Mama nie musiała odpoczywać, jest w transie w ciągu dalszym. Od rana szarpie zasłonami i firankami, podlewa kwiatki, obrywa zżółkłe listki, przestawia – te do słońca, tamte do cienia bo tym szkodzi i jest znowu w potrzebie gnoju i to natychmiast, bo kwiatki coś słabo kwitną.
- Mamo, przecież to już jesień, ile można kwitnąć? Prawie nikt już nie ma na balkonie kwiatków kwitnących, a nasze jeszcze mają czerwone i ciężkie kule oblepione kwieciem. Ale tego też nie .....
Gnój, gnój, krowieniec, gnój i tak w kółko Maciej, szemrze pod nosem starą śpiewkę:
- wszystko pójdzie na marne – takie piękne kwiaty padną bez zasilania ,
- jak bym miała zdrowie, to bym na byle jakiej łące poszukała placków. Ziemia by też dostała na zimę to co się jej należy.
Nie do wytrzymania – rżnę głupa i nie odzywam się. Może Jej przejdzie?
Rano budzę się w okrutnym smrodzie. Otwieram jedno oko, ale i dwóm nie wierzę. Mama miesza w mojej nowej misce z nowej łazienki no jak co? No jak?, łajno krowie.
Zrywam się z łóżka i pytam zdenerwowana, prawie jąkając się:
- a skąd Mama ma to, to gówno?,
szczęśliwa i w swoim żywiole przechwala się:
- ha, ha ja jak bym miała liczyć na ciebie, to nie doczekałabym się nigdy. Jak to skąd? Poprosiłam panią Wisię (taką jedną z kółka) i mam. Ciebie, ciebie to już nie będę się o nic prosić ty masz w .... (też w tym co przedtem) moje prośby.
- Jezus Maria – ja zwariuję, chyba mnie szlag trafi. Przecież w całym mieszkaniu śmierdzi. Mamo na litość boską!, tak nie można! - ale tego też nie słyszy, śpiewa sobie jakąś religijną tym razem pieśń i kto chce niech nie wierzy – uśmiecha się do mnie radośnie.
Jędrek stęka naciągając kołdrę na głowę.
- Dramat, już lepiej, żeby miała jazdy, dużo tego ma?
- Dużo, chyba na wszystkie grządki na osiedlu. Zwariuję i nie dobijaj mnie, bo skoczę z balkonu na znak protestu polegnę pod tymi agrestami i tyle.
Zadowolona i dumna zdobywczyni krowieńca miesza go z pietyzmem i zapałem, jest dowartościowana na najbliższych kilkanaście lat tym, że mnie pokonała, że postawiła ma swoim. Ma to czego chciała, a mi jak się nie podoba to mogę wyjść na spacer, albo się wyprowadzić, bo ona jest u siebie i może robić co chce.
- Mamo, ja też jestem u siebie, przecież nie jestem u sąsiadów, tylko u siebie - ale chyba udaje, że....


****
Po południu – mamy w domu inwazję os, podejrzewam, że mają tu gdzieś gniazdo, w dodatku są jakieś takie nieprzytomne, obijają się o ściany, spadają na podłogę, zrywają do lotu i plączą po firance. Jedna jest packa – oczywiście w Mamy rękach. Ja katrupię tablicami Mendelejewa, bo są w sztywnej okładce i twardsze od gazety. Ale to pomaga jak umarłemu kadzidło. Osa za osą – szaleństwo.
Przed południem przyjechał Marek, od drzwi podejrzewa, co w trawie piszczy:
(cały czas tłuczemy osy).
- gdzie to gówno? – pyta Marek
- na balkonie.
No i tu pies pogrzebany – osy lecą do gnoju, koniec nie ma innego wytłumaczenia. Marek spokojnie, ale bez możliwości sprzeciwu, wytłumaczył Mamie, że nie da się tak żyć, że wyniesie to do piwnicy, a Jędrek jak będzie trzeba to przyniesie trochę gnoju.
Mama przyjęła wytłumaczenie, nawet wydawało się nam, że zrozumiała.
Ej, gdzie tam! W ruch poszły słoiki i zakrętki. Nie wierzyliśmy własnym oczom, nie dała sobie pomóc – podśpiewując „... Pa a a a nie nasz, kró ó ó ó luj nam...” - spreparowała weki. Mamy na balkonie zawekowanych osiemnaście słoików krowieńca.
Znowu wygrała. W doskonałym humorze zbeształa mnie, że jeszcze nie podałam ciasta na stół, i że o wszystko musi się prosić.
Marek pojechał. Zadzwoniłam do Darii, poszłyśmy z suczką na piwo (suczka nie pije), bo na trzeźwo tego nie zniosę, a nie ma sensu się kłócić. Wybaczam Jej. Jak dożyję dziewięćdziesiątki w tej kondycji, pewnie będę miała jeszcze bardziej odlotowe pomysły.
Po powrocie wysłuchałam:
- Trzeba było od razu tak pomyśleć i podpowiedzieć mi, bo do czego to podobne, żeby przelewać gnój przy gościu? Ale ciebie to tygodniami trzeba się prosić.
Milczałam uśmiechnięta. Mama też się uśmiechnęła – poszłyśmy spać.
_________________
Szczęście jest wtedy
gdy się ma zdrowie
i i i krótką pamięć

Powrót do góry


dziewczynazperłą



Dołączył: 17 Wrz 2005
Posty: 709
Ostrzeżeń: 0/5 (+|-)

Wysłany: Sob 0:00, 05 Lis 2005 Temat postu:

--------------------------------------------------------------------------------

Oczyma wyobraźni widziała nasze krzaczki agrestu, jako dorodne baobaby tudzież wiekowe platany. Biedne agresty wielkością dorównywały główkom kapusty – nie zmuszam do dania wiary – bo sama nie wierzę w to co słyszę."

fajnie że wkleiłaś !
potrzeba mi bylo takiego humoru
to podrecznik dystansu
pozdrawiam wielce ucieszona i ogrzana;))

Powrót do góry


christine
Administrator


Dołączył: 14 Sie 2005
Posty: 1395
Ostrzeżeń: 0/5 (+|-)

Wysłany: Sob 0:19, 05 Lis 2005 Temat postu:

--------------------------------------------------------------------------------

świetne to twoje opowiedanie, czytałam już, ale z przyjemnością jeszcze raz... Kurka, o gnoju..?

Ostatnio zmieniony przez christine dnia Nie 23:18, 06 Lis 2005, w całości zmieniany 1 raz

Powrót do góry


mewa49



Dołączył: 12 Paź 2005
Posty: 600
Ostrzeżeń: 0/5 (+|-)

Wysłany: Sob 10:35, 05 Lis 2005 Temat postu:

--------------------------------------------------------------------------------

Przyklejam się do opinii Perły, że to podręcznik dystansu, bardzo fajne i tak dobrze się czyta.
Pozdrawiam:)
_________________
"Droga Heather
Przespaceruj się obok mnie jeszcze raz
Z drinkiem w dłoni
I z nogami zbielałymi
Od zimy"

Powrót do góry


hewka



Dołączył: 15 Sie 2005
Posty: 716
Ostrzeżeń: 0/5 (+|-)
Skąd: z nad morza
Wysłany: Nie 22:59, 06 Lis 2005 Temat postu:

--------------------------------------------------------------------------------

Shibbi, kurka, jak bym widziala moja mame.Gada z kwiatami i wszystko co wsadzi to rosnie.
Ale napisalas to tak wiarygodnie ze czuje ten "gnoj" przez weki.Kurka, dobre:)
Pozdrawiam Cie Slonko serdecznie

Powrót do góry


Nicci



Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 202
Ostrzeżeń: 0/5 (+|-)

Wysłany: Nie 23:46, 06 Lis 2005 Temat postu:

--------------------------------------------------------------------------------

Super opowiadanko, dzięki tego mi było trzeba:))

Powrót do góry


wojtstyp



Dołączył: 17 Sie 2005
Posty: 287
Ostrzeżeń: 0/5 (+|-)
Skąd: z Puszczy Knyszyńskiej
Wysłany: Pon 8:19, 07 Lis 2005 Temat postu:

--------------------------------------------------------------------------------

Shibbi świetne, ja tam proszę o więcej. Opowiastki z życia są najlepsze, wekowane g... Uśmiałem się do łez. Nie możesz tylko na tym poprzestać, dorzuć jeszcze coś, bo to jest dobre
Ale zdania typu: "W celu wymuszenia tego co chce rozpoczęła od jazdy, jak to Jędrek mówi, czyli czepiania się wszystkiego, bo dobrze wie, że ofiara (którą przeważnie jestem ja) dla świętego spokoju zrobi wszystko, żeby tylko mieć Ją z głowy" rozbiłbym na dwa albo zrezygnowałbym z dygresji. Wiadomo przecież że ofiarą jest z reguły najbliższa rodizna.
Pozdrawiam uśmiechnięty
Wojtek
_________________
bo ja jestem z lasu i już

Powrót do góry


Dominikdano



Dołączył: 16 Wrz 2005
Posty: 125
Ostrzeżeń: 0/5 (+|-)

Wysłany: Pon 10:05, 07 Lis 2005 Temat postu:

--------------------------------------------------------------------------------

Kiedy przeczytałem ten tekst pierwszy raz, to natychmiast tak jakoś Cię polubiłem. I już zostało.
Dominik

Powrót do góry


ella_hagar



Dołączył: 27 Sie 2005
Posty: 151
Ostrzeżeń: 0/5 (+|-)
Skąd: Warszawa
Wysłany: Pon 13:12, 07 Lis 2005 Temat postu:

--------------------------------------------------------------------------------

Ej, te mamy, mamy nad mamami.

Moja mama miała problem niewymowny. Jak przychodziły chłodne dni i jak już się żegnałam po wizycie u niej, to zwykle zadawała mi denerwujące pytanie: „a założyłaś ciepłe majtki?”
Kłamałam, że tak. . Byłam już naprawdę dużą dziewczynką, a ona z tymi niewymownymi, kurcze.
Ale brakuje mi jej teraz bardzo. Tej troskliwości o moje ciepłe niewymowne też. I tego, jak mi dopinała pod szyją guziki płaszcza zanim od niej wyszłam. I tej czułości, którą miała dla mnie do końca.

Pozdrawiam Shibbi. Twoje opowiadanie szczerze brzmi, to i bardzo prawdziwie.
Na faktach autentycznych ?


Pozdrawiam ciepło
_________________
...
eh

Powrót do góry


christine
Administrator


Dołączył: 14 Sie 2005
Posty: 1395
Ostrzeżeń: 0/5 (+|-)

Wysłany: Pon 14:26, 07 Lis 2005 Temat postu:

--------------------------------------------------------------------------------

Ella, przypomniałaś mi:

I ty

i ty się doczekasz
ktoś będzie dbał o ciebie
otulał cię co noc kołderką
wkładał pod poduszkę płatki róż
aby sny były przyjemne
parzył dla ciebie kawę
przynosił śniadanie do łóżka
i mówił zanim wyjdziesz z domu
załóż ciepłe majtki i szalik
bo zimno




Taki staroć.

Powrót do góry


Shibbi



Dołączył: 15 Sie 2005
Posty: 838
Ostrzeżeń: 0/5 (+|-)
Skąd: spod Bani i Maciejowej
Wysłany: Pon 15:05, 07 Lis 2005 Temat postu:

--------------------------------------------------------------------------------

Do DZIEWCZYNKÓW

Miło, że się podoba bo przecież o to idzie,
jasne że autentyczne- tylko że prawie dwa lata temu pisane,
guzik też mi dopinała zawsze tak, że na wymioty mnie targało i zaraz za drzwiamy odpinałam, żeby oczy wróciły do łódeczek.

Dziękujęęęęęęęę

Do FECETÓW

Fajnie, że spasiło - no i to "lubienie" mnie łechat u u u u u ostro
_________________
Szczęście jest wtedy
gdy się ma zdrowie
i i i krótką pamięć

Powrót do góry


dziewczynazperłą



Dołączył: 17 Wrz 2005
Posty: 709
Ostrzeżeń: 0/5 (+|-)

Wysłany: Wto 0:17, 08 Lis 2005 Temat postu:

--------------------------------------------------------------------------------

fajnie że wkleiłaś )))))

Mama. Prawda jest taka, że przy całej mojej miłości nie mogłem żyć z tą cierpliwością ślepą, bez słów, bez projektów. Nie mogłem żyć jej nieświadomym życiem. I przebiegłem świat, budowałem, tworzyłem, spalałem istnienia. Moje dni były wypełnione po brzegi - ale nic nie wypełniło mi serca, jak... Albert Camus



grygielowa
Gość












jestes fantastyczna

_________________
... nie zapomniałam nie e e e e e
to wszystko we mnie jest,
jak ochota na grzech,
na smutek i śmiech ....
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość



PostWysłany: Sro Lip 19, 2006 5:21 pm Odpowiedz z cytatem
Shibbi
Dołączył: 12 Kwi 2006
Posty: 1382
Skąd: spod Maciejowej







Iza - to że mnie tu znalazłaś to pryszcz - w stosunku do tego, że nie mam pojęcia jakim cudem znalazło się tu moje opowiadanie. Ale, jak już jest - i jak przeczytałaś i się podobało to tylko się cieszyć!!!
Wink

_________________
... nie zapomniałam nie e e e e e
to wszystko we mnie jest,
jak ochota na grzech,
na smutek i śmiech ....


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Christine dnia Wto 13:41, 03 Sie 2010, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.amarylis.fora.pl Strona Główna -> SHIBBI Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB
Appalachia Theme © 2002 Droshi's Island